Z jednej strony, szpilki są największym sprzymierzeńcem damskich nóg – wysmuklają je, optycznie wydłużają, zmieniają sposób chodzenia na bardziej kobiecy. Jest jednak i druga strona medalu. Jeśli buty na wysokim obcasie są najczęściej wybieranym z szafy obuwiem, w końcu zmienią front i staną się najgroźniejszym wrogiem dla naszych stóp.

Współczesna mieszkanka zachodniej cywilizacji w kwestii wyboru własnej garderoby nie jest praktycznie niczym ograniczona. Mimo tego, z własnej, nieprzymuszonej woli zakłada buty na wysokim obcasie, które raczej trudno nazwać najbardziej komfortowym obuwiem. Skąd więc to zamiłowanie do szpilek? Kobieta w szpilkach po prostu atrakcyjniej wygląda i porusza się z większą gracją.

Wysokie obcasy poprawiają też samopoczucie; wyższe o kilka centymetrów kobiety czują się pewniejsze siebie i bardziej zmysłowe. Również w pracy szpilki bywają nieodłącznym elementem służbowego wizerunku, chociażby w przypadku stewardes czy hostess. Niestety, cena za to zwiększone szpilkami poczucie kobiecości jest wysoka, a pierwsze w kolejce do opłacenia tego rachunku są nasze stopy.

Chodzenie na wysokich obcasach to w rzeczywistości chodzenie przez cały czas na palcach, nic dziwnego więc, że dość szybko nasze stopy zaczynają się buntować przeciwko tak niewygodnej pozycji. Chodząc w szpilkach boli nas całe śródstopie, ściśnięte zbyt mocno palce cierpną, aż w końcu stopy dopada silne napięcie, a nawet skurcz mięśni.

W szpilkach cierpią też pięty, bo kobieta ubrana w buty na obcasach staje się wielokrotnie „cięższa”. Właśnie takim nienaturalnym przeciążeniom zawdzięczamy ten nieprzyjemny, piekący ból w stopach, który ustępuje dopiero wtedy, gdy zrzucimy obuwie. Ale tylko do czasu. Wieloletnia miłość do szpilek będzie miała swoje znacznie bardziej dokuczliwe konsekwencje niż tylko niewygoda. A co gorsza – trwałe. Codzienne, kilkugodzinne paradowanie w szpilkach w większości przypadków prowadzi do zdeformowania kształtu stóp.

Od noszenia szpilek poszerza się przednia część stopy, obniża się także poprzeczny łuk stopy. To nie koniec zagrożeń. Dzięki ciągle podniesionej kostce kurczy się ścięgno Achillesa, aż w końcu skraca się ono na stałe. Szpilki mają też tę wadę, że całkowicie unieruchamiają stopy, a więc ich mięśnie w ogóle nie pracują i są tylko nadmiernie napięte. To z kolei oznacza, że ograniczony jest przepływ krwi, zatem efektem noszenia szpilek mogą być również żylaki albo inne choroby układu krwionośnego.

Niektóre zwyrodnienia stóp spowodowane noszeniem szpilek, na przykład haluksy, da się usunąć tylko chirurgicznie. Co więcej, kobiety swoje poważne kłopoty związane z deformacją kości stóp mogą przekazać w genach własnym córkom.

Problemy ze szpilkami to nie tylko wysokie obcasy, ale także sam kształt buta. Pantofle na szpilce zwykle mają zwężone, albo nawet szpiczaste czubki. Palce stóp są wtedy ściśnięte do środka i podwinięte, w dodatku pozbawione możliwości ruchu. Oprócz haluksów, skutkiem noszenia takich wąskich szpilek będą też tak zwane palce młotkowate. Dodatkowym zagrożeniem jest również fakt, że kobiece stopy z natury mają słabszą strukturę więzadłowo-torebkową.

Niestety, przerzucenie się na sportowe trampki wcale nie musi poprawi kondycji naszych stóp. Noga zbyt przyzwyczajona do wysokich obcasów po prostu „nie rozpoznaje” innych butów. Stopy nauczone pewnej pozycji będą się jej domagały i nawet założenie wygodnych, zdrowych butów nie przyniesie im żadnej ulgi. Wysokość szpilek powinno się więc obniżać mniej radykalnie, po prostu stopniowo zakładając pantofle na coraz niższym obcasie.

Jednak wbrew pozorom, wysokie obcasy nie są tylko „złem wcielonym”. Przy podniesionej pięcie automatycznie napinają się mięśnie łydek, a jeśli zostaną w tym stanie na dłużej, mamy szanse na zgrabne wymodelowanie nóg. Nie oznacza to oczywiście, że chodząc często na szpilkach wyrzeźbimy sobie mięśnie dokładnie tak jak podczas ćwiczeń na siłowni, ale z pewnością taki trening pomoże utrwalić efekty regularnych ćwiczeń. Poza tym, kobieta chodząc w szpilkach ma tendencję do prostowania pleców, wciągania mięśni brzucha i unikania garbienia przy siadaniu, co bez wątpienia sprzyja naszej prawidłowej postawie ciała.

W dodatku buty na płaskiej podeszwie wcale nie są tak zdrowe, jak by się to mogło wydawać. Według lekarzy ortopedów, kompletnie płaskie buty są równie złym rozwiązaniem co bardzo wysokie obcasy. Optymalnym rozwiązaniem są wygodne pantofle na w miarę szerokim, stabilnym obcasie o wysokości około czterech centymetrów. Właśnie w takim bucie stopa ułożona jest w najbardziej naturalnym położeniu – ścięgna stóp są właściwie naciągnięte, a ciężar ciała rozkłada się równomiernie na całych stopach.

Czy zatem kobiety powinny w ogóle zrezygnować ze szpilek? Oczywiście nie. W damskiej garderobie powinna się znaleźć przynajmniej jedna para eleganckich butów na wysokim obcasie. Chcemy wyglądać modnie i seksownie – nic w tym złego, ale odrobina racjonalnego myślenia w sklepie z pewnością nam nie zaszkodzi. Kobieca słabość do kupowania butów stała się przedmiotem niejednej anegdoty, ale to nie ilość par w szafie jest największym problemem. Z kupowaniem szpilek jest trochę jak z kupowaniem samochodu. Owszem, kolor lakieru i efektowny wygląd nadwozia jest ważny, ale o jakości jazdy będą decydować przede wszystkim parametry techniczne i system bezpieczeństwa.

Rozsądniej zatem będzie sięgnąć po jedną parę dobrze wykonanych szpilek uznanej marki zamiast kupić kilka tanich par na osiedlowym bazarku. Szpilki muszą być wygodne, odpowiednio wyprofilowane, z miękką, „poduszkowatą” wkładką i ze stabilnymi obcasami. Najlepszym materiałem jest naturalna skóra albo przewiewne tkaniny, chociażby len. Przymierzając szpilki w sklepie nie ma się co spieszyć do kasy – najlepiej trochę w nich pochodzić, usiąść, spróbować w nich wstać. Jeśli już w sklepie nasze stopy odczuwają dyskomfort, lepiej odłożyć buty na półkę. Warto też pamiętać, że niebotycznie wysokie obcasy trochę mijają się ze swoim „powołaniem” – stopa jest zbyt mocno wygięta, a chód wygląda wtedy bardzo nienaturalnie.

Najlepsze są szpilki o dość cienkim obcasie, lekko zaokrąglonym i szerszym na górze, dzięki czemu pięta ma najwygodniejsze oparcie. Nieco gorzej chodzi się w butach na cienkich, prostych słupeczkach, które nie podpierają środka pięty, a tylko jej tylną część.

Aby szpilki nie zrujnowały naszych stóp, wystarczy nieco ograniczyć ich noszenie. Na problemy zdrowotne w największym stopniu narażone są panie, które noszą szpilki dłużej niż siedem, osiem godzin dziennie, kilka razy w tygodniu. Jeśli jednak nie wyobrażamy sobie wyjścia do pracy w niższych pantoflach, warto od czasu do czasu zdjąć buty i poruszać stopami.

Przyda się też dodatkowa pielęgnacja tej części ciała. Rano przed wyjściem powinno się rozgrzać stopy, a wieczorem zafundować im rozluźniający masaż. Stopy można też wzmocnić prostymi ćwiczeniami, na przykład wchodzeniem po schodach. Po całym dniu w szpilkach najlepiej chodzić po domu boso, a podczas odpoczynku trzymać stopy wyżej dla poprawienia krążenia. Pomogą też dobre kosmetyki pielęgnacyjne do stóp, bogate w witaminy i mikroelementy.

Ta strona została znaleziona dzięki:

  • ból śródstopia w szpilkach
  • skorcze w stopie a obcasy
  • wada stop a obcasy