Pumeks, tubka z kremem i domowa wanna… Komu znudziły się zwykłe metody pielęgnacji stóp, może sięgnąć po bardziej niekonwencjonalne sposoby dbania o tą część ciała.

Od niedawna furorę na świecie robi Dr Fish, czyli pedicure robiony przez jak najbardziej żywe rybki. Garra Rufa, bo tak nazywają się te małe rybki, żyją w ciepłych wodach Azji, gdzie zabieg ten jest znany od kilkuset lat. „Rybkowy” pedicure wykonuje się przede wszystkim w Turcji i innych państwach azjatyckich, ale Garra Rufa wykorzystują coraz częściej salony kosmetyczne w zachodniej Europie i Stanach Zjednoczonych. W praktyce wygląda to tak, że osoba poddająca się zabiegowi siada na brzegu basenu, w którym pływają rybki, i zanurza stopy w wodzie. Wtedy rybki jak na komendę podpływają do człowieka i zaczynają „obgryzać” jego stopy.

Rybki zainteresowane są wyłącznie martwym i zrogowaciałym naskórkiem, który z niewiadomych powodów bardzo im smakuje, nie ma więc obawy, że zwierzątka uszkodzą zdrową skórę. Oczyszczanie skóry stóp trwa około kwadransa, po czym rybki odpływają, a my możemy się cieszyć gładkimi stopami. W rzeczywistości rybki nie gryzą, ale delikatnie odsysają i ścierają martwy naskórek, podczas zabiegu można więc odczuwać lekkie łaskotanie, ale na pewno nie ból. Podczas jedzenia rybki wydzielają dodatkowo odkażające enzymy wspomagające regenerację skóry stóp. Efekt oczyszczonej skóry utrzymuje się przez pewien czas, po czym zabieg należy powtórzyć. Peeling z udziałem rybek budzi jednak sporo kontrowersji.

Po pierwsze, obrońcy zwierząt obawiają się, że kosmetyczne rybki mogą być przetrzymywane w złych warunkach. Dotyczą one głównie niewłaściwej temperatury i składu wody, która nie zawsze przypomina naturalne środowisko rybek, ponadto dochodzą do tego zanieczyszczenia w postaci kosmetyków używanych przez ludzi, którzy korzystają z usług rybek. Istnieje także obawa, że cieszące się ogromną popularnością rybki zaczną być nadmiernie eksploatowane – z tego względu Garra Rufa została objęta w Turcji ochroną i nie wolno jej wywozić poza granice kraju. Ograniczenia te spowodowały, że do pedicure zaczęto używać kuzyna Garra Rufa, rybki chin chin, które jednak nie wywiązują się ze swojego zadania tak dobrze, jak ich pierwowzór. Po drugie, istnieje obawa, że taka forma pielęgnacji stóp może się przyczynić do rozprzestrzeniania się chorób, choć do tej pory nie pojawiły się żadne informacje dotyczące zakażenia przez rybki.

Mniej ekstremalna forma wodnej pielęgnacji stóp to wycieczka nad Morze Martwe. Tak naprawdę nie jest to morze, ale duże jezioro położone między Izraelem a Jordanią, pod którym, według legendy, leży zatopiona Sodoma i Gomora. Morze Martwe słynie ze swojej specyficznej konsystencji – jest tak słone, że bez trudu utrzyma się na jego powierzchni nawet osoba ze sporą nadwagą kompletnie niepotrafiąca pływać. Morze Martwe to nie sama sól, ale również wiele cennych mikroelementów.

Połowa składu wody Morza Martwego to chlorek magnezu, jedna trzecia to chlorek potasu, a resztę uzupełnia chlorek sodu, chlorek wapnia, bromki, siarczany i jodki. Podczas wycieczki do Izraela albo Jordanii możemy skorzystać z usług tamtejszych ośrodków spa. Moczenie stóp w wodzie Morza Martwego poprawia kondycję skóry, nawadnia ją i odżywia cennymi minerałami. Zanim jednak zanurzymy stopy w Morzu Martwym lepiej upewnijmy się, że na ich powierzchni nie ma żadnych ranek i skaleczeń, bo kontakt tak uszkodzonej skóry z dużą ilością soli będzie delikatnie mówiąc mało przyjemny. Dla poprawienia efektów warto się wybrać na dodatkowe zabiegi pielęgnacyjne, z użyciem skoncentrowanej wody, błota i soli z Morza Martwego.

Zabiegi z użyciem produktów z Morza Martwego są bardzo skuteczne w przypadku likwidowania obrzęków w okolicy kostek oraz przy leczeniu pękających pięt, łuszczycy i grzybicy. Kogo nie stać na wycieczkę do Azji, może kupić takie preparaty w Polsce. Sole i błota pochodzące z Morza Martwego muszą mieć odpowiednie atesty, a przy ich stosowaniu trzeba zachować właściwy umiar i uważać na wysokość stężenia nakładanego na stopy preparatu.

Do pielęgnacji stóp można też wykorzystać wodę siarczkową. Brzmi „szatańsko”, ale w rzeczywistości woda siarczkowa przyniesie naszym stopom same korzyści. Co więcej, na taką kurację nie musimy się wybierać za granicę, bo źródła wody siarczkowej znajdują się także w Polsce. Co da nam taka woda? Moczenie stóp w wodzie siarczkowej daje dokładnie taki sam efekt jak peeling. Jeśli więc na naszych stopach pojawiły się nieestetyczne zrogowacenia, woda siarczkowa zmiękczy skórę i złuszczy delikatnie cały martwy naskórek.

Oprócz tego, siarczki zawarte w wodzie zregenerują skórę stóp, przywrócą jej sprężystość i ładny koloryt. Woda siarczkowa pomoże też pozbyć się nam niektórych stanów zapalnych skóry i bólu stawów. Wodę siarczkową wykorzystuje się także w maseczkach nakładanych na stopy, które poprawiają mikrokrążenie i pobudzają regenerację tkanek.

Do pielęgnacji, a właściwie bardziej do leczenia stóp, stosowany jest również botoks, kojarzony raczej z zabiegami upiększającymi na twarz. Botoks wstrzykuje się w stopy nie tyle po to, aby je wygładzić, ale by zapobiec nadmiernej potliwości. Toksyna botulinowa wstrzykiwana jest w kilka miejsc na stopie, co powoduje paraliż nerwów odpowiadających za pracę gruczołów potowych. Stopy po takim zabiegu pozostają suche przez kilka miesięcy, aż toksyna przestanie działać, a jeśli będziemy chcieli utrzymać ten efekt, konieczne będą kolejne zastrzyki.

Na botoks stóp najlepiej wybrać się do dobrego salonu medycyny estetycznej, bo źle dobrane stężenie toksyny może wywołać niebezpieczne skutki uboczne. W tym samym gabinecie możemy także poprawić wygląd paznokci, które zaatakowała grzybica. Grzyby atakuje się laserem o odpowiednio dobranej długości fali i po kłopocie. Zabieg powinno się powtórzyć kilka razy, ale niestety jest to dość kosztowna metoda w porównaniu do klasycznej walki z grzybicą.

O pielęgnacyjnych właściwościach masażu stóp nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Ale zamiast standardowego masażu wykonywanego dłońmi można wybrać się na tajską refleksologię stóp. Na czym polega różnica? Podczas tego masażu w ruch idą drewniane pałeczki. Na początku na stopy nakładany jest balsam rozgrzewający, którego zadaniem jest rozluźnienie mięśni. Po takim przygotowaniu masażysta uciska nasze stopy owalną pałeczką. Na samym początku masaż jest dość bolesny i nieprzyjemny, ale z czasem uczucie dyskomfortu zmniejsza się, a po zakończeniu zabiegu nasze stopy stają się tak lekkie i odprężone, że bez wątpienia uznamy, iż warto było pocierpieć.

Tajska refleksologia stóp zalecana jest szczególnie tym osobom, które prowadzą siedzący tryb życia, mają nadwagę, często chodzą w butach na obcasach, uprawiają intensywnie sport i skarżą się na opuchnięte stopy.